O autorze
Andrzej Byczkowski, współzałożyciel firmy Cintapunto. Współwłaściciel startup’ów Poptop.fm. Założyciel firmy SBS Experte Polska.

Czym różni się biznesmen od startup’era?

Dlaczego biznesmen i startup’er myślą o innych rzeczach i w inny sposób?

Wyobraźmy sobie na chwilę, że w naszej rodzinie właśnie pojawiło się dziecko. Jako świeżo upieczeni rodzice cały swój czas i wysiłek musimy poświęcić temu nowemu człowiekowi, bez naszej pomocy nie poradzi sobie sam w otaczającym go świecie. Opiekujemy się dzieckiem 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. Zdajemy sobie sprawę, że w takim trybie musimy funkcjonować przez lata aż do momentu, kiedy dziecko nauczy się być samodzielne i stanie się odrębną jednostką.



Dziecko to start up.
To projekt biznesu, wymagający ciągłej obecności i kontrolowania wszystkich najdrobniejszych szczegółów aż do chwili, kiedy nie zacznie działać automatycznie według utartego schematu. Startup to zespół, w którym każda osoba ma przydzielone konkretne zadania i każdy odpowiada za swoją część pracy. Jeżeli ktoś w zespole nawali, wszystko może runąć w okamgnieniu.

Swój pierwszy starup – Gigmngr – założyłem w 2013 roku. Był to marketplace dla DJ’ów i organizatorów imprez klubowych. Naszym pierwszym inwestorem został EastLabs – zainwestowali $30 000 i przedstawili program akceleracyjny. Po pół roku stało się jasne, że konieczne są zmiany – rynek był mały, a nasz model biznesowy należał do niskomarżowych. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, doszliśmy do wniosku, że należy iść va bank. Zmieniliśmy wtedy zupełnie model naszego biznesu i wystartowaliśmy z projektem Poptop.fm - marketplace dla artystów różnych gatunków, a jednocześnie dla klientów prywatnych.

To właśnie od tego projektu zainteresowałem się startup’ami. Zacząłem analizować mechanizmy funkcjonowania tego biznesu oraz wszystkie niuanse, którymi różni się on od biznesu klasycznego z zarządzaniem pionowym. W starup’ie wszystkie procesy wewnątrz zespołu odbywają się na jednym poziomie subordynacji, gdzie każdy odpowiada za swoje zadania przed inwestorami i zespołem.
W DelFast, do którego dołączyłem w drugim roku istnienia projektu na rynku, postawiłem na kontrast. Wykorzystałem model zarządzania z biznesu klasycznego i jednocześnie dałem pełną swobodę wszystkim uczestnikom projektu.

Biorąc pod uwagę fakt, iż miałem już wystarczające doświadczenie w prowadzeniu „zwykłego biznesu” uświadomiłem sobie nagle, że ze startup'ami wszystko jest o wiele trudniejsze. Inne podejście do procesów biznesowych wymaga specyficznego sposobu myślenia. W biznesie klasycznym istnieje wyraźna subordynacja zarządcza, gdzie zadania przekazywane są z góry do dołu i po pewnym czasie pracownicy składają raport z tego, co zostało zrobione, a co nie. Znacznie ułatwia to sprawę osobie prowadzącej biznes – nie musi ona od nowa odkrywać Ameryki i szukać nowych sposobów rozwoju biznesu. Wszystko jest już wypracowane.

Filozofia startup’u zakłada twórcze podejście i poszukiwanie niestandardowych rozwiązań.

Tym bardziej, że w startup’ie, szczególnie na początku pracują ludzie, którzy nie robią tego w celach zarobkowych, a dlatego, że mają jakiś pomysł, który wymaga realizacji. Dlatego też osoba zarządzająca musi znaleźć swoje podejście do każdego pracownika, a więc wszystko zależy od psychologicznego nastroju w zespole.

Zarówno dla biznesmena, jak i startup’era centrum wszystkich procesów biznesowych jest towar. Z taką tylko różnicą, że biznesie klasycznym towar to obiekt materialny lub intelektualny, produkowany przez firmę. A starup już sam w sobie jest towarem, który musi zostać sprzedany przez osoby, które go wymyśliły.

I tutaj znowu wszystkie procesy są o wiele trudniejsze, ponieważ działająca firma nie ma problemu ze sprzedażą towarów. Żeby sprzedać startup musimy o wiele lepiej znać się na rzeczy i być przygotowanym na to, że nie wszystko pójdzie tak, jak sobie to zaplanowaliśmy.

Startup to w zasadzie nawet nie jest biznes. Startup to ciągłe poszukiwanie.

Na tym polega podstawowa różnica pomiędzy sposobem myślenia startupe’ra i biznesmena. Pierwszy jest cały czas nastawiony na poszukiwanie nowych sposobów rozwoju, drugi natomiast na zapewnienie stabilnej pracy w określonych warunkach.

Startuper jest cały czas nastawiony na optymalizację modelu biznesowego, który szybko i łatwo można rozwinąć na szeroką skalę. Startup nie ma na celu szybkiego zarobku, dla niego najważniejsze jest pozyskanie inwestycji, sprzedaż udziałów i „wejście na rynek”. W tradycyjnym biznesie priorytetem są inne zadania. W pewnym sensie działający biznes, szczególnie istniejący przez wiele lat, to wypracowany mechanizm funkcjonujący według ściśle określonych zasad. Jest to swojego rodzaju „lokomotywa”, umieszczona na torach i wprowadzona w ruch. Ma niewielką prędkość, ale będzie jechać i jutro, i za rok. Starup można natomiast porównać z rakietą. Jest ona chytrze skonstruowana: ciężko jest nią sterować, ale jeśli już poleci, to z wielką siłą.

Na terenie krajów postradzieckich, gdzie starupy to rzecz dość nowa istnieją swoje wyobrażenia o tym, jak powinien wyglądać biznesmen, a jak startuper. I znajduje to swoje odzwierciedlenie w tym, jak widzi ich społeczeństwo.

Biznesmen to dorosły mężczyzna w trzyrzędowym garniturze i drogich butach, startuper – to chłopak w trampkach.

Nie zawsze jest to zgodnie z rzeczywistością, tym niemniej różnice w podejściu, sposobie myślenie i mechanizmach działania, są łatwo zauważalne. Zupełnie tak samo jak w przypadku lokomotywy, która zdecydowanie różni się od rakiety. 
Trwa ładowanie komentarzy...